Przejdź do treści
Pozycjonowanie i SEO

Linkowanie wewnętrzne: prosty sposób na wzrost bez budżetu

Godzina w miesiącu, arkusz i dwa darmowe narzędzia. Które adresy linkować, jaki anchor wpisać i po jakim czasie widać ruch w pozycjach.

Odręczny szkic układu strony na papierze: ramki na zdjęcia i linie tekstu

Najczęstsze pytanie w mailach od właścicieli małych firm brzmi dosłownie tak: linkowanie
wewnętrzne jak robić, żeby nie skończyć ze stoma odnośnikami w każdym wpisie. Odpowiedź jest nudna
i tania. Godzina raz w miesiącu, arkusz i dwa darmowe narzędzia. Żaden budżet na linki, żaden
kontakt z agencją, a efekt w pozycjach widać zwykle w szóstym tygodniu.

Co linki wewnętrzne faktycznie robią

Link wewnętrzny robi trzy rzeczy naraz. Prowadzi robota do podstrony, przenosi na nią część
siły zebranej przez adresy z linkami z zewnątrz i mówi Google, o czym ta podstrona jest, tekstem,
który klikasz. W Search Console masz to policzone: zakładka Linki, sekcja z linkami wewnętrznymi.
Posortuj rosnąco i zobacz adresy z zerem albo jednym odnośnikiem. Jeśli usługa, na której
zarabiasz, ma jeden link z menu i nic więcej, dla Google jest marginalną częścią serwisu.
Druga liczba to głębokość kliknięć. Wszystko, co ma zarabiać, powinno leżeć maksymalnie trzy
kliknięcia od strony głównej. Wpisy sprzed dwóch lat, do których prowadzi wyłącznie ósma strona
paginacji bloga, są dla robota praktycznie niewidoczne, choć technicznie siedzą w mapie witryny.
Widziałem sklep, w którym po dorzuceniu linków z trzech artykułów kategoria weszła do indeksu
w ciągu dziesięciu dni, po dziewięciu miesiącach ciszy.

Skąd wziąć listę adresów do podlinkowania

Zamiast linkować na wyczucie, zrób dwie listy. Pierwsza: adresy z Search Console, które mają
wyświetlenia i średnią pozycję między 8 a 20, czyli stoją blisko progu opłacalności. Druga:
adresy, które w tym samym Search Console mają najwięcej linków wewnętrznych i najwyższy ruch, bo
one mają czym się dzielić. Robota polega na spięciu jednej listy z drugą.
Miejsca na linki znajdziesz szybciej przez Google niż wtyczką. Wpisz w wyszukiwarkę
site:twojadomena.pl „fraza docelowa” i dostaniesz swoje własne teksty, w których ta fraza już
występuje. To gotowe konteksty, w których odnośnik nie będzie wyglądał na wciśnięty siłą.
Screaming Frog dorzuci do tego kolumnę Inlinks i listę adresów osieroconych po porównaniu crawlu
z mapą witryny. Przygotowanie całej listy dla małej strony zajmuje kwadrans i wystarcza na trzy
miesiące pracy.

Anchor: co napisać w linku

Tekst odnośnika to jedyne miejsce, w którym sam decydujesz, jak Google nazywa Twoją podstronę.
„Tutaj”, „czytaj więcej” i „kliknij” nie nazywają niczego, a właśnie te trzy widzę najczęściej.
Pisz opisowo i w naturalnej odmianie: zamiast „więcej informacji tutaj” wstaw „jak liczyć koszt
pozyskania klienta”, jeśli tam prowadzi link. Nie powtarzaj dwudziestu razy tej samej formy, bo
witryna z dwustoma identycznymi anchorami wygląda na sklejaną automatem.
Kilka rzeczy, które w praktyce mają znaczenie. Link umieszczaj w środku akapitu, w zdaniu, które
naprawdę o tym mówi, nie w bloku pod tekstem, który czytelnik i tak przewija. Dwa, maksymalnie
trzy odnośniki na tysiąc słów, licząc tylko sensowne. Nie linkuj z każdego wystąpienia frazy, bo
dziesiąty link do tej samej strony nie dodaje nic poza szumem. I nie zakładaj, że wtyczka zrobi to
za Ciebie: automaty podmieniające każde wystąpienie słowa na odnośnik produkują teksty, których
nie da się czytać.

Struktura: jedna strona główna tematu i satelity

Jak spiąć stronę usługi z artykułami

Model, który broni się u małej firmy, jest prosty. Na każdą usługę robisz jedną obszerną
stronę, do której prowadzą wszystkie drogi, a wokół niej pięć do ośmiu artykułów odpowiadających
na konkretne pytania klientów. Artykuły linkują do strony usługi, strona usługi do dwóch, trzech
najlepszych artykułów, a artykuły także poziomo między sobą, gdy tematy się stykają. Tyle. Nie ma
po co budować drzewa na cztery poziomy w serwisie z trzydziestoma adresami.

Czego unikać w stopce i menu

Czego unikać: linkowania wyłącznie ze stopki, bo odnośnik powtórzony na dwustu podstronach waży
mniej niż jeden z akapitu; menu z piętnastoma pozycjami, w którym nic nie jest ważne;
automatycznych bloków z powiązanymi wpisami dobieranymi po tagu, które podsuwają przypadkowe
teksty. Okruszki nawigacyjne włącz, bo dają czytelnikowi kontekst, a Google dodatkowy link
z nazwą kategorii.

Godzina w miesiącu: pięć kroków

  1. Wypisz z Search Console dziesięć adresów z wyświetleniami i średnią pozycją od 8 do 20.
  2. Do każdego znajdź trzy własne teksty przez site:twojadomena.pl i frazę w cudzysłowie.
  3. Wstaw odnośnik w środku akapitu, w zdaniu, które faktycznie dotyczy tematu.
  4. Anchor napisz za każdym razem inaczej, w odmianie pasującej do zdania.
  5. Zapisz w arkuszu: skąd, dokąd, jaki anchor, data. Po sześciu tygodniach porównaj pozycje.

Efekt zależy od tego, gdzie startujesz. Podstrona z pozycji 12, do której dorzucisz trzy
sensowne linki z mocnych adresów, idzie zwykle o dwa do sześciu miejsc w górę w ciągu czterech do
ośmiu tygodni. Tekst leżący na pozycji 60 nie ruszy się od linkowania, bo jego problem siedzi
w treści, a odnośniki tego nie naprawią.
Arkusz jest w tym wszystkim najważniejszy i najczęściej pomijany. Bez zapisu, co i kiedy
podlinkowałeś, po dwóch miesiącach nie odróżnisz wzrostu z linkowania od sezonu albo od tekstu
dodanego w międzyczasie. Trzy kolumny, data i pięć minut na koniec sesji. Trzymam taki arkusz od
czterech lat i to jedyny dokument, do którego wracam przy każdej rozmowie o wynikach. Jeżeli masz wziąć
z tego wpisu jedną rzecz, weź krok pierwszy: posortuj adresy w Search Console po liczbie linków
wewnętrznych i zobacz, co znajdziesz na dole tej listy.

Kamil Adamczyk

Performance marketer żyjący kampaniami Google Ads i e-mail marketingiem. Liczy każdą złotówkę wydaną na reklamę i dopina lejki, aż zaczynają realnie zarabiać. Zamiast przeczuć woli twardy test A/B i dlatego regularnie psuje sobie ulubione kampanie, żeby sprawdzić, czy naprawdę działają lepiej niż inne. Prywatnie prowadzi arkusz, w którym śledzi koszt pozyskania klienta dla każdej branży, z jaką miał do czynienia.

Może Cię zainteresować

Dłoń trzyma rysik i odhacza punkty listy zadań na tablecie
Pozycjonowanie i SEO

Audyt SEO własnymi rękami: lista kontrolna na jeden wieczór

Cztery darmowe narzędzia i jeden wieczór: indeksacja, tytuły, prędkość, linki. Lista kontrolna, po której wiesz, co naprawić i w jakiej kolejności.

Optymalizacja treści strony widoczna na ekranie laptopa
Pozycjonowanie i SEO

SEO on-page: tytuły, nagłówki i opisy, które klikają

Zanim zaczniesz zdobywać linki, uporządkuj to, na co masz pełny wpływ. SEO on-page to tytuły, nagłówki i opisy, które decydują o kliknięciu.

Wizytówka Google dla małej firmy: co wypełnić, żeby telefon zaczął dzwonić
Pozycjonowanie i SEO

Wizytówka Google dla małej firmy: co wypełnić, żeby telefon zaczął dzwonić

Serwis rowerowy, zero budżetu na reklamę i kwartał pracy nad profilem w Google. Efekt: prawie trzy razy więcej telefonów. Dokładna lista tego, co zmieniliśmy.