Czy newsletter jest płatny, pytają najczęściej ludzie, którzy właśnie zebrali pierwsze dwieście adresów i zobaczyli cennik jednego z popularniejszych narzędzi. Odpowiedź brzmi: na początku nie, potem tak, a moment przejścia zależy od tego, jak dostawca liczy limit. To pytanie o progi, nie o cenniki.
Dwa sposoby liczenia limitu i dlaczego to najważniejsza różnica
Część narzędzi liczy limit po liczbie kontaktów na liście, część po liczbie wysłanych wiadomości. Wybór między nimi ma większe znaczenie niż stawka za tysiąc subskrybentów. Przy liście dwóch tysięcy osób i wysyłce raz w miesiącu opłacalne jest narzędzie liczące maile. Przy tej samej liście i wysyłce dwa razy w tygodniu wygrywa narzędzie liczące kontakty.
Praktyczna pułapka: usunięci i nieaktywni subskrybenci nadal liczą się do limitu kontaktów, dopóki ich nie wyczyścisz. Widziałem listę, gdzie za trzy tysiące adresów płacono pełną stawkę, a otwarcia miało czterysta osób. Po skasowaniu adresów bez ani jednego otwarcia w ostatnim roku lista zmieściła się w tańszym progu, a wskaźniki dostarczalności poprawiły się w ciągu dwóch wysyłek. Czyszczenie listy jest więc jednocześnie oszczędnością i działaniem technicznym.
| Narzędzie | Darmowy plan | Sposób liczenia | Koszt przy 5000 osób |
|---|---|---|---|
| MailerLite | do ok. 1000 subskrybentów | kontakty | ok. 130 do 200 zł/mies. |
| Mailchimp | do ok. 500 kontaktów | kontakty | ok. 250 do 400 zł/mies. |
| Brevo | limit dzienny wysyłek | wiadomości | zależnie od liczby wysyłek |
| GetResponse | plan z ograniczeniami | kontakty | ok. 200 do 350 zł/mies. |
| Substack | bez opłaty stałej | prowizja od płatnych subskrypcji | zero przy newsletterze darmowym |
Kiedy darmowy plan wystarcza naprawdę, a kiedy tylko na papierze
Wystarcza, gdy masz do tysiąca adresów, wysyłasz raz albo dwa razy w miesiącu i nie potrzebujesz automatyzacji ani testów A/B. To sytuacja większości małych firm i twórców w pierwszym roku, więc opowieści o konieczności płacenia od pierwszego dnia są przesadzone.
Przestaje wystarczać w trzech przypadkach. Pierwszy to automatyzacje, czyli sekwencje powitalne i wiadomości wysyłane po zachowaniu odbiorcy, dostępne zwykle w planach płatnych. Drugi to własna domena wysyłkowa z poprawnym uwierzytelnieniem, bez której wiadomości częściej trafiają do zakładki z ofertami. Trzeci to usunięcie stopki dostawcy, co przy komunikacji firmowej bywa argumentem wizerunkowym. Dwie pierwsze rzeczy są techniczne i przekładają się na wyniki, trzecia jest kosmetyczna i przy ograniczonym budżecie zostawiłbym ją na koniec.
Newsletter płatny, czyli druga wersja tego pytania
Część osób pyta o coś innego: czy da się pobierać opłatę od czytelników. Da się i model jest dziś dojrzały. Platformy dla twórców nie biorą opłaty stałej, tylko prowizję od płatnych subskrypcji, zwykle w okolicach dziesięciu procent plus opłata operatora płatności. Kto nie ma płatnych subskrybentów, nie płaci nic.
Progi opłacalności są brutalne i lepiej znać je wcześniej. Przy subskrypcji za 20 zł miesięcznie i konwersji dwóch procent z listy, co jest wynikiem przyzwoitym, tysiąc adresów daje dwadzieścia osób płacących, czyli 400 zł miesięcznie brutto. To nie jest dochód, to dodatek. Sensowne przychody zaczynają się od kilku tysięcy zaangażowanych adresów i od treści, której nie da się znaleźć bezpłatnie. O tym, jak wygląda newsletter, który ludzie faktycznie czytają, pisaliśmy w osobnym tekście.
Co policzyć przed wyborem narzędzia
Trzy liczby wystarczą. Pierwsza: ile adresów masz dziś i ile realnie dojdzie w rok, licząc po ostatnich trzech miesiącach, a nie po nadziejach. Druga: ile wysyłek miesięcznie planujesz i czy trzymasz ten rytm od co najmniej kwartału. Trzecia: czy potrzebujesz sekwencji automatycznych, bo to ta funkcja najczęściej wypycha z darmowego planu.
Do tego jedna rzecz nieoczywista: sprawdź, jak wygląda eksport listy. Przenosiny między narzędziami są normalne po dwóch, trzech latach, a dostawca, który utrudnia zabranie adresów razem ze statusami zgód, zamienia oszczędność w koszt. Eksport z historią zgód jest wymagany także z powodów formalnych, bo to jedyny dowód, że masz podstawę do wysyłki. Pytam o to zawsze przed założeniem konta i za każdym razem dostaję odpowiedź w minutę, co samo w sobie jest testem obsługi.







