Przejdź do treści
Analityka i Dane

Tagi UTM dla małej firmy: wieczór pracy, po którym wiesz, co naprawdę sprzedaje

Klientka wydawała tysiąc złotych miesięcznie i na pytanie, co działa, odpowiadała: chyba wszystko. Dwa tygodnie z tagami UTM i wiedziała co do złotówki.

Tagi UTM dla małej firmy: wieczór pracy, po którym wiesz, co naprawdę sprzedaje

Klientka wydaje tysiąc złotych miesięcznie na promocję: trochę reklam, trochę współprac z lokalnymi profilami, newsletter. Pytam, co działa najlepiej. Odpowiada: chyba wszystko po trochu. Chyba.
Po dwóch tygodniach wiedziała co do złotówki, że współprace nie przynoszą nic, a newsletter, którego prawie nie doceniała, robi jedną trzecią sprzedaży. Narzędzie, które to pokazało, jest darmowe i nazywa się tagi UTM. Wyjaśniam, jak działa i jak wdrożyć je w jeden wieczór.

Czym są tagi UTM i dlaczego bez nich analityka kłamie

Tag UTM to dopisek do adresu strony, kilka słów doklejonych po znaku zapytania, które mówią systemowi analitycznemu, skąd przyszedł klikający. Bez tagów analityka zgaduje: wejścia z aplikacji społecznościowych, komunikatorów i newsletterów lądują w koszyku wejścia bezpośrednie, czyli nie wiadomo skąd.
W praktyce oznacza to, że im lepiej prowadzisz działania poza wyszukiwarką, tym większy procent ruchu jest nieopisany.
U mojej klientki przed wdrożeniem połowa wejść była bezpośrednia. Po otagowaniu wszystkich linków ta połowa rozpadła się na newsletter, dwie współprace i post przypięty na profilu. Dopiero wtedy dało się porównać: ile kosztowało, ile przyszło, co kupili. Tag UTM nie jest techniczną fanaberią, tylko etykietą na pieniądzach, które wydajesz. Bez etykiet wszystkie wpadają do jednego worka z napisem chyba działa.

Pięć parametrów, z których naprawdę potrzebujesz trzech

Pełny zestaw to pięć parametrów, ale w małej firmie wystarczą trzy pierwsze. Source, czyli źródło: skąd konkretnie przychodzi ruch, na przykład newsletter, facebook, instagram, ulotka. Medium, czyli rodzaj kanału: email, social, cpc dla płatnych, qr dla materiałów drukowanych. Campaign, czyli nazwa akcji: wyprzedaz-sierpien, premiera-kolekcji, wspolpraca-blog-x.
Dwa pozostałe, term i content, przydają się przy rozbudowanych kampaniach reklamowych i testach wersji, na start można je pominąć.
Przykład z życia: link w sierpniowym newsletterze o wyprzedaży dostaje source ustawione na newsletter, medium na email, campaign na wyprzedaz-sierpien. Gdy za miesiąc spojrzysz w raport, zobaczysz dokładnie tę trójkę i od razu wiesz, o którą wysyłkę chodzi. Adres z dopiskami wygląda długo i brzydko? Klient tego nie analizuje, a przy publikacji w social mediach i tak zwykle widzi tylko podpięty podgląd.

Konwencja nazewnictwa: nudna rzecz, która ratuje raporty

Tagi UTM psują się w jednym miejscu: w niekonsekwencji. System rozróżnia wielkość liter, więc Facebook, facebook i FB to trzy różne źródła, które w raporcie rozjadą się na trzy wiersze. Po pół roku takiej twórczości raport wygląda jak szuflada z kablami.
Dlatego przed pierwszym tagiem powstaje u mnie zawsze jedna tabelka w arkuszu: dozwolone wartości source, dozwolone wartości medium, schemat nazw kampanii. Zasady są trzy: tylko małe litery, myślniki zamiast spacji i polskich znaków, nazwy kampanii zaczynane od tematu, nie od daty.
Do tego arkusz z generatorem: kolumny na adres docelowy i trzy parametry, formuła skleja całość w gotowy link. Wpisujesz, kopiujesz, wklejasz. Istnieją też darmowe generatory online, ale arkusz ma przewagę: zostaje w nim historia wszystkich linków, więc po roku wiesz, co i kiedy tagowałaś. U klientki ta tabelka wisi przypięta w przeglądarce obok poczty.

Gdzie wklejać otagowane linki, a gdzie nie wolno

Zasada ogólna: tagujesz wszystko, co prowadzi do twojej strony z zewnątrz i co kontrolujesz. Newsletter, każdy link. Profile społecznościowe: link w bio, linki w postach, relacjach i wydarzeniach. Współprace: każdy partner dostaje link z własnym source, dzięki czemu po kampanii widać czarno na białym, który profil przyniósł ruch, a który tylko ładnie wyglądał. Materiały drukowane: kod QR na ulotce czy wizytówce też prowadzi do otagowanego adresu.
Reklamy Google mają własne automatyczne oznaczanie, tam ręczne tagi trzeba ustawiać ostrożnie albo wcale, żeby nie dublować danych.
A czego nie tagować nigdy: linków wewnątrz własnej strony. Kliknięcie w menu z tagiem UTM zeruje prawdziwe źródło wizyty i psuje dane, to najczęstszy błąd początkujących. Druga pułapka: linki z tagami wysyłane znajomym na komunikatorze rozchodzą się dalej i po tygodniu ruch z newslettera okazuje się ruchem z grupy rodzinnej. Na to rady nie ma, trzeba o tym po prostu wiedzieć przy czytaniu raportów.

Jak czytać wyniki, żeby podjąć pierwszą decyzję

Otagowanie to połowa pracy, druga połowa to jeden raport raz w miesiącu. W systemie analitycznym otwierasz pozyskiwanie ruchu według źródła i medium, nakładasz zakres miesiąca i patrzysz na trzy kolumny: sesje, konwersje, przychód, jeśli sklep ma mierzenie sprzedaży.
U mojej klientki pierwszy taki raport wyglądał brutalnie. Współprace: osiemset wejść, zero zakupów. Newsletter: dwieście wejść, czternaście zamówień. Instagram organicznie: stabilny strumyk, który kupował głównie w weekendy.
Decyzje podjęła w kwadrans: budżet współprac przesunięty na rozwój listy mailowej, posty publikowane pod weekend, jedna współpraca utrzymana, bo jako jedyna przyniosła zauważalny ruch. Po kwartale przychód z tego samego tysiąca złotych wzrósł o połowę. Żadnej magii, żadnego nowego kanału: te same działania, tylko wreszcie podpisane. Chyba działa przestało być odpowiedzią w tej firmie i tego samego życzę każdemu, kto dziś wieczorem sklei swój pierwszy otagowany link.

Ewa Zając

Strateg marki i marketingu. Pomaga firmom znaleźć własny głos i poukładać komunikację, zanim wydadzą pierwszą złotówkę na reklamę. Powtarza, że branding to nie logo, tylko obietnica, której trzeba dotrzymać, i że najwięcej błędów firmy popełniają, próbując mówić do wszystkich naraz. Zaczynała od małych, lokalnych marek, dziś doradza też firmom, które chcą wejść na rynki zagraniczne.

Może Cię zainteresować

Mapa ciepła strony pokazująca kliknięcia użytkowników
Analityka i Dane

Mapy ciepła i nagrania sesji: zobacz, co robią użytkownicy

Statystyki mówią, ilu ludzi weszło i wyszło. Mapy ciepła i nagrania sesji pokazują, co dokładnie robili po drodze i gdzie się zgubili.

Google Analytics 4 dla właściciela strony: co realnie mierzyć
Analityka i Dane

Google Analytics 4 dla właściciela strony: co realnie mierzyć

Google Analytics 4 dla właściciela strony: co realnie mierzyć, jak czytać raporty i jakie zdarzenia ustawić. Analityka bez zalewania się danymi.